poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Paulina cz. 60


Pierwszy prowadził Marcin a ja trochę zdrzemnęłam się na przednim siedzeniu, przytulona do podusi od mojego narzeczonego. O 01:53 zatrzymaliśmy się na stacji, zjedliśmy po bułce a ja na kupiłam jakieś chipsy żebyśmy mieli trochę słodko. Stwierdziłam, że nie będę dzwoniła do mamy i uprzedzała jej, chcieliśmy zrobić im niespodziankę. Tak jak stanęliśmy na postój tak od tego momentu ja kierowałam aż do samego końca. Na miejsce dotarliśmy wcześniej, bo zegar wskazywał 4:36. Do szóstej postanowiliśmy zdrzemnąć się w samochodzie a potem iść do rodziców. 
Pierwszy przebudził się Marcin, ale nie budził mnie, choć było dobrze po siódmej. Ja wstałam jakoś tak po ósmej, ale co się dziwić, oboje mało spaliśmy. W miarę się obudziłam i poszliśmy do mieszkania. Gdy tata otworzył nam drzwi, nie mógł w to uwierzyć, że przyjechałam ich odwiedzić. Od razu przywitałam się z tata jak i mama. Marcina to oni już znali, więc nie musiałam ich przedstawiać. Mama zaparzyła nam kawy i dała ciasto na stół. Nie mogłam jej odmówić, musiałam zjeść przynajmniej jeden kawałek, moja mama potrafiła świetnie piec. Skusiłam się na rafaello, a chłopakowi nałożyłam CzyBit. Pochwaliłam się mamię że jestem zaręczona z Marcinem, a mama bardzo się ucieszyła. 
- Wkrótce możecie się spodziewać zaproszenia na ślub. Myślę że tak do roku się wyrobimy. 
- Tak na pewno. - wtrącił się Marcin. 
- Mamo?
- Tak?
- Czy my moglibyśmy się przespać teraz, bo przez całą noc nie spaliśmy. 
- Tak, oczywiście córeczko. Idźcie na górę. 
- Dzięki Mamuś. 
Dałam jej całusa i poszliśmy się położyć. O 15 mama obudziła nas na obiad, zwlekliśmy się z łóżka i posłusznie zeszliśmy na dół, do jadalni. Mama pamiętała jakie było moje ulubione danie z dzieciństwa, 
 w sumie co teraz jest - zupa pomidorowa z ryżem i własnoręcznie robione krokiety z kapustą i grzybami. Zjadłam dwa talerze zupy i 3 krokiety, natomiast Marcin trochę mniej. Postanowiłam pokazać mamie zdjęcia z Giewontu i ogólnie z gór. Rodzice jak byli młodsi też się wspinali, dlatego teraz z ciekawością oglądali zdjęcia jakie im pokazywałam na aparacie. Było ich dużo, dokładnie 128 zdjęć, na jednych byliśmy razem a innych była panorama czy coś innego. 
Zejście z Giewontu 
Na zegarze dochodziła 17:00 dlatego grzecznie pożegnaliśmy się z rodzicami i ruszyliśmy w drogę. Chcieliśmy być na 20:00 w domu, żeby spokojnie wykąpać się zjeść kolację i iść spać. W końcu jutro trzeba iść do pracy i ciężko pracować. Teraz cały czas prowadziłam ja, Marcin chciał się trochę zdrzemnąć bo bolała go głowa niestety mu się nie udało. Cały czas razem rozmawialiśmy, na stacji kupiliśmy Apap forte, bo mnie też zaczynała boleć głowa, a nie chciałam żeby puściła mi się krew z nosa bo ciśnienie. Oboje wzięliśmy tabletki i popiliśmy herbata, mama na drogę zrobiła nam kanapki ale ani ja ani Marcin nie byliśmy głodni więc zdecydowaliśmy, że zostawimy je na kolacje, przynajmniej nie musiałam nic gotować. Podróż minęła nam bez większych przygód, ale jechało się kiepsko bo padał deszcz i drogi były śliskie jednak w domu na czas. Z szafki wyciągnęłam koszule i poszłam do łazienki, wykąpałam się, zmazałam makijaż, spięłam włosy w kok i pognałam do salonu.
- Kotku, nie zdążyłem zrobić herbaty. 
- Ok, ja zrobię. Idź już :)) 
Marcin wszedł zaraz po mnie a na stole leżał talerz wyśmienitych kanapek. Do czajnika nalałam wody i zaparzyłam herbaty. Po pół godziny narzeczony wyszedł z łazienki i usiadł koło mnie przy stole. Razem zjedliśmy kolację i wypiliśmy herbatę. Marcin jak i ja byliśmy bardzo zmęczeni, udaliśmy się do sypialni i położyliśmy się. Wtuleni w siebie usnęliśmy. 

Ciasto mamy - CzyBit
Drugie Cisto - Rafaello


Moja podusia :*

----------------------------------------------------------------------
To już krótszy post, niestety. Mam nadzieję, że wam się podoba. 
Miłego czytania 
/ Wasza K ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz